Desmond, T. (2016). Self-compassion in psychotherapy: Mindfulness-based practices for healing and transformation. W. W. Norton & Company.
Przez długi czas w psychologii klinicznej dominowało przekonanie, że zmiana terapeutyczna zachodzi przede wszystkim przez wgląd poznawczy albo kontrolę zachowania. Neuronauka ostatnich dekad zmieniła ten obraz. Jednym z najbardziej znaczących odkryć jest to, że sam sposób, w jaki odnosimy się do własnego cierpienia, ma bezpośredni wpływ na funkcjonowanie mózgu.
Samowspółczucie nie jest więc jedynie postawą etyczną czy filozoficzną. Z perspektywy neuronauki jest to konkretny stan organizmu, który angażuje określone układy neuronalne i neurochemiczne. Jednym z kluczowych wniosków badań przywoływanych przez Desmonda jest to, że mózg w dużej mierze nie rozróżnia, czy ukojenie pochodzi od drugiej osoby, czy od nas samych.
Jaak Panksepp, twórca neuronauki afektywnej, opisał tzw. – układ opieki, który rozwinął się ewolucyjnie po to, by umożliwić ssakom opiekę nad bezbronnym potomstwem.
Ten sam układ może zostać aktywowany, gdy my sami odnosimy się do siebie z troską, np. mówiąc do siebie życzliwym głosem, kierując uwagę na własne cierpienie z intencją ukojenia. Z neurobiologicznego punktu widzenia oznacza to, że: samowspółczucie uruchamia ten sam „biologiczny język bezpieczeństwa”, co bezpieczna relacja.
Aktywacja układu opieki wiąże się z wydzielaniem: oksytocyny, endogennych opioidów. Substancje te obniżają aktywność osi stresu, zmniejszają poziom kortyzolu, wyciszają nadreaktywność ciała migdałowatego, sprzyjają integracji emocjonalnej. W praktyce klinicznej oznacza to, że samowspółczucie: nie tylko „poprawia samopoczucie”, ale przestawia organizm z trybu zagrożenia w tryb bezpieczeństwa. Jest to szczególnie istotne u pacjentów z: traumą, zaburzeniami lękowymi, samokrytycyzmem, wstydem.
Warto zauważyć, że dobrostan nie jest cechą osobowości – jest kompetencją neuronalną, którą można rozwijać poprzez trening.