Przejdź do treści
Strona główna » Dlaczego psychoterapia działa?

Dlaczego psychoterapia działa?

Co właściwie sprawia, że psychoterapia pomaga? Przecież podczas sesji nie zmienia się nasza przeszłość. Nie znikają trudni ludzie, wymagająca praca ani doświadczenia, które nas ukształtowały. Terapeuta nie może też zagwarantować, że przestaniemy się bać, smucić czy złościć. A jednak psychoterapia może prowadzić do zmian, które wykraczają daleko poza godzinę spędzoną w gabinecie.

Przez wiele lat próbowano odpowiedzieć na pytanie, która metoda terapii działa najlepiej i które techniki są odpowiedzialne za poprawę. Dziś wiemy, że odpowiedź jest bardziej złożona. Konkretne metody mają znaczenie, zwłaszcza gdy są dobrze dopasowane do problemu i potrzeb danej osoby. Jednocześnie badań nad skutecznością psychoterapii nie da się sprowadzić do poszukiwania jednej najlepszej techniki. Ważne są również czynniki obecne w różnych podejściach: relacja terapeutyczna, poczucie bezpieczeństwa, wspólnie uzgodniony kierunek pracy, możliwość lepszego rozumienia własnego doświadczenia i przekonanie, że zmiana jest możliwa (Wampold, 2015).

Relacja, która jest częścią zmiany

Jednym z najlepiej udokumentowanych czynników związanych z efektami psychoterapii jest przymierze terapeutyczne. W dużej metaanalizie obejmującej 295 badań i ponad 30 tysięcy osób jakość przymierza była związana z wynikami terapii niezależnie od stosowanego podejścia (Flückiger i wsp., 2018).
Nie oznacza to po prostu, że trzeba lubić swojego terapeutę. Dobra relacja terapeutyczna to doświadczenie, że druga osoba próbuje mnie rzeczywiście zrozumieć, że możemy wspólnie określić, nad czym pracujemy, i że sposób pracy ma dla mnie sens.
Ma to szczególne znaczenie, ponieważ do gabinetu często przynosimy nie tylko opowieść o swoich trudnościach, ale również sposoby funkcjonowania, które powstały w naszych wcześniejszych relacjach. Możemy spodziewać się oceny, odrzucenia czy krytyki. Możemy unikać konfliktu, starać się zadowalać innych, wycofywać się, kiedy pojawia się bliskość, albo ukrywać to, czego się wstydzimy. Te same procesy mogą pojawić się w relacji z terapeutą.
Tyle że tutaj mogą potoczyć się inaczej. Można powiedzieć o czymś wstydliwym i nie zostać odrzuconym. Można się nie zgodzić i przekonać się, że relacja to wytrzymuje. Można zauważyć własną złość zamiast natychmiast ją tłumić. Można powiedzieć „tego nie chcę” albo „to jest dla mnie ważne” i doświadczyć, że druga osoba nadal pozostaje w kontakcie.
W ten sposób terapia przestaje być wyłącznie rozmową o życiu. Sama relacja terapeutyczna może stać się miejscem, w którym pojawia się nowe doświadczenie.

Dlaczego samo zrozumienie nie wystarcza

Wiele osób rozpoczynających terapię bardzo dobrze rozumie swoje trudności. Wiedzą, że nadmiernie się przejmują, że nie muszą wszystkiego kontrolować, że stawianie granic nie jest egoizmem albo że jedno niepowodzenie nie oznacza katastrofy. A jednak w konkretnej sytuacji wszystko dzieje się po staremu.

Pojawia się myśl „nie dam rady”, za nią lęk, a potem wycofanie. Krytyczna uwaga drugiej osoby wywołuje napięcie i natychmiastową potrzebę obrony. Pojawia się smutek, a wraz z nim próba zrobienia czegokolwiek, żeby tylko go nie czuć.

Nasze sposoby reagowania nie są jedynie zbiorem świadomych przekonań. Są utrwalonymi wzorcami emocjonalnymi, poznawczymi i behawioralnymi. Część z nich kiedyś naprawdę nam pomagała. Unikanie mogło chronić przed cierpieniem, kontrola zwiększać poczucie bezpieczeństwa, a dostosowywanie się do innych pomagać zachować ważną relację. Problem pojawia się wtedy, gdy dawna strategia zaczyna być stosowana automatycznie, niezależnie od tego, czy nadal jest potrzebna.

Jednym z ważnych zadań terapii nie jest więc powiedzenie człowiekowi, co robi źle, lecz stworzenie warunków, w których może zacząć zauważać własne automatyzmy. Co dzieje się ze mną chwilę przed wycofaniem? Jakiej emocji próbuję nie poczuć? Co mówi wtedy mój umysł? Co robię, żeby zmniejszyć napięcie natychmiast i jaką cenę płacę za tę strategię w dłuższej perspektywie?

W miarę jak te procesy stają się bardziej widoczne, pojawia się możliwość reagowania w sposób mniej automatyczny.

Psychoterapia jest także procesem uczenia się

Z perspektywy neurobiologii jest tu jeszcze jeden ważny element. Psychoterapia nie jest tylko zdobywaniem wiedzy o sobie. Można na nią spojrzeć również jako na szczególną formę uczenia się.
Mózg nie jest strukturą niezmienną. Doświadczenie pozostawia ślad w sposobie funkcjonowania sieci neuronalnych, a powtarzające się doświadczenia mogą stopniowo modyfikować utrwalone wzorce reagowania. Ta zdolność układu nerwowego do zmiany, czyli neuroplastyczność, pozostaje z nami przez całe życie. Nie oznacza to oczywiście, że każda rozmowa z terapeutą „przebudowuje mózg” ani że złożone efekty psychoterapii można wyjaśnić jednym mechanizmem neuronalnym. Oznacza natomiast, że uczenie się nowych sposobów reagowania ma biologiczne podstawy (Kandel, 1998; Linden, 2006).
To pomaga zrozumieć, dlaczego samo intelektualne rozpoznanie problemu często okazuje się niewystarczające. Można wiedzieć, że dana sytuacja jest bezpieczna, a mimo to odczuwać silny lęk. Można rozumieć, że krytyka nie oznacza odrzucenia, a jednak reagować tak, jakby właśnie ono miało nastąpić. Wiedza deklaratywna i utrwalone reakcje emocjonalne nie są tym samym.
Zmiana wymaga więc nie tylko nowego wyjaśnienia, ale także nowego doświadczenia. Jeśli w sytuacji, która dotychczas uruchamiała wycofanie, człowiek stopniowo uczy się pozostawać w kontakcie, jeśli może przeżyć trudną emocję bez natychmiastowej ucieczki albo doświadczyć, że wyrażenie własnej potrzeby nie prowadzi do katastrofy, pojawia się okazja do uczenia się czegoś nowego.
Współczesna neuronauka coraz częściej opisuje pamięć nie jako statyczny zapis przeszłości, lecz jako proces dynamiczny. Przywołane wspomnienie może w określonych warunkach stać się podatne na modyfikację, zanim zostanie ponownie utrwalone. Proces ten określa się mianem rekonsolidacji pamięci. Jego dokładne znaczenie dla różnych form psychoterapii nadal jest przedmiotem badań, dlatego byłoby zbyt daleko idącym uproszczeniem twierdzić, że rekonsolidacja „wyjaśnia”, dlaczego terapia działa. Daje jednak interesujące ramy do rozumienia tego, dlaczego nowe doświadczenie emocjonalne może mieć większą moc zmiany niż samo racjonalne przekonywanie siebie, że „nie ma się czego bać” (Lane i wsp., 2015).
W tym sensie terapia może tworzyć warunki do aktualizowania tego, czego nauczyliśmy się wcześniej o sobie, innych ludziach i świecie. Dawny wzorzec nie musi po prostu zniknąć. Może jednak przestać być jedyną dostępną odpowiedzią.

Nie wszystko, co boli, trzeba usunąć

Naturalnie chcemy pozbywać się tego, co nieprzyjemne. Jeśli pojawia się lęk, chcemy przestać się bać. Jeśli przychodzi smutek, chcemy poczuć się lepiej. Jeśli jakaś myśl jest bolesna, próbujemy przestać o niej myśleć.
Tyle że życie psychiczne nie zawsze poddaje się takiej kontroli. Co więcej, uporczywe próby unikania niektórych doświadczeń mogą sprawić, że zaczynają one zajmować jeszcze więcej miejsca w naszym życiu.
Tutaj szczególnie interesująca staje się perspektywa terapii akceptacji i zaangażowania, ACT. Jej celem nie jest osiągnięcie stanu, w którym człowiek nie doświadcza trudnych myśli i emocji. Chodzi raczej o rozwijanie elastyczności psychologicznej, czyli zdolności pozostawania w kontakcie z tym, czego aktualnie doświadczamy, przy jednoczesnym podejmowaniu działań zgodnych z tym, co jest dla nas ważne.
Badania nad mechanizmami ACT wskazują, że zmiany w procesach składających się na elastyczność psychologiczną, między innymi akceptacji, defuzji, kontaktu z chwilą obecną i działania zgodnego z wartościami, wiążą się ze zmianami w zakresie cierpienia psychicznego (Macri i Rogge, 2024).
Postęp w terapii nie musi więc oznaczać, że lęk znika. Może oznaczać, że człowiek stopniowo przestaje organizować swoje życie przede wszystkim wokół prób jego uniknięcia.

Gdzie w tym wszystkim jest uważność?

Właśnie w tym miejscu uważność spotyka się z psychoterapią, a szczególnie wyraźnie z ACT.

Uważność nie polega na tym, żeby zawsze być spokojnym. Nie jest także techniką usuwania nieprzyjemnych myśli. Jest zdolnością świadomego zauważania tego, co dzieje się teraz, z większą otwartością i mniejszą automatycznością.

W terapii może to oznaczać bardzo prosty, ale ważny moment. Zaczynam zauważać, że właśnie pojawił się lęk, zanim zrobię wszystko, żeby od niego uciec. Rozpoznaję znajomą myśl „na pewno sobie nie poradzę”, ale nie muszę natychmiast traktować jej jak faktu. Dostrzegam napięcie w ciele i impuls, żeby przerwać rozmowę, zaatakować albo się wycofać.

Nie chodzi przy tym o bierną obserwację. Uważność może tworzyć przestrzeń pomiędzy doświadczeniem a działaniem. W języku ACT mówimy między innymi o kontakcie z chwilą obecną, akceptacji i defuzji poznawczej. Myśl nadal może się pojawić, ale nie musi wyznaczać zachowania. Emocja może być trudna, ale nie trzeba jej natychmiast eliminować. Dzięki temu człowiek ma większą możliwość działania zgodnego z tym, co jest dla niego ważne.

Uważność i elastyczność psychologiczna nie są pojęciami tożsamymi, ale są ze sobą blisko związane. Metaanalizy badań nad ACT wskazują, że procesy związane ze świadomym kontaktem z doświadczeniem, akceptacją i zmianą sposobu odnoszenia się do własnych myśli należą do istotnych mechanizmów zmiany terapeutycznej (Macri i Rogge, 2024). Warto przy tym pamiętać, że uważność nie zawsze prowadzi do natychmiastowego uspokojenia. Czasami dzieje się wręcz przeciwnie. Kiedy przestajemy automatycznie odwracać uwagę od własnego doświadczenia, możemy wyraźniej zobaczyć smutek, złość, lęk czy napięcie, które wcześniej próbowaliśmy zagłuszać. Dlatego uważność w psychoterapii nie powinna być traktowana jako kolejna metoda kontrolowania emocji. Jej znaczenie może polegać raczej na rozwijaniu innego sposobu bycia z własnym doświadczeniem.

Zmiana dzieje się także poza gabinetem

Gabinet może być miejscem, w którym coś zauważamy, nazywamy i rozumiemy. Możemy w nim również po raz pierwszy doświadczyć innego sposobu reagowania. Jednak to codzienne życie daje setki okazji do utrwalania tego, czego zaczynamy się uczyć.

Zmiana może pojawić się w chwili, gdy pozostajemy w trudnej rozmowie trochę dłużej niż zwykle, stawiamy granicę, której wcześniej nie potrafiliśmy postawić, pozwalamy sobie na odpoczynek bez natychmiastowego poczucia winy albo zauważamy krytyczną myśl, ale nie podporządkowujemy jej całego swojego zachowania.

Z perspektywy uczenia się ma to ogromne znaczenie. Nowe doświadczenie, jeśli ma stać się czymś więcej niż pojedynczym wyjątkiem, potrzebuje powtarzania i przenoszenia do różnych sytuacji. Z czasem reakcja, która wcześniej wydawała się jedyną możliwą, może stać się jedną z kilku dostępnych.

Być może dlatego zmiana w psychoterapii często nie przypomina spektakularnego przełomu. Najpierw zauważamy własny schemat dopiero po fakcie. Później zaczynamy rozpoznawać go w trakcie, a z czasem coraz wcześniej widzimy moment, w którym uruchamia się znajomy sposób myślenia, odczuwania i działania. Wraz z tą świadomością rośnie możliwość wyboru innej odpowiedzi.

Psychoterapia nie zmienia przeszłości i nie chroni przed przyszłym cierpieniem. Może jednak zmieniać sposób, w jaki człowiek odnosi się do własnych doświadczeń. Daje możliwość lepszego rozumienia siebie, dostrzegania automatycznych wzorców, uczenia się nowych sposobów reagowania i stopniowego sprawdzania ich w codziennym życiu.

Z perspektywy psychologicznej możemy mówić o relacji, emocjach, przekonaniach, zachowaniu i elastyczności psychologicznej. Z perspektywy neurobiologicznej o uczeniu się, pamięci i plastyczności układu nerwowego. Są to różne poziomy opisu tego samego niezwykle złożonego procesu.

Terapia działa nie dlatego, że usuwa wszystko, co trudne, ani dlatego, że terapeuta posiada gotowe odpowiedzi. Jej siła może polegać na tworzeniu warunków, w których człowiek zaczyna inaczej doświadczać siebie i swoich relacji, poszerza repertuar możliwych reakcji i coraz częściej może wybierać działania zgodne z tym, co jest dla niego ważne.

W tym sensie zmiana nie oznacza stania się kimś innym. Oznacza raczej większą swobodę w byciu sobą i w decydowaniu o tym, jak chcemy żyć.